Co-reg – czyżby rewelacja?

Na kilku blogach czytałem, że ludzie się zachwycają co-reg. Co to jest? Otóż jeśli masz konto w systemie udostępniającym darmowe autorespondery Freebot to możesz zapisać się do systemu co-reg, który polega na wzajemnym promowaniu swoich kursów emailowych. W skrócie: jeśli się zapiszesz do mojego e-mailowego kursu to oprócz podziękowania za zapis zobaczysz też reklamę podobnych kursów. Ja wtedy dostaję punkty, które są wymieniane na reklamę mojego kursu gdy ktoś się zapisze w innym kursie (taka wzajemna reklama). Niby rewelacja: w kilka dni w jednym kursie zdobyłem około 40 subskrynentów a w drugim około 30. Ale czy to jest rewelacja to wątpię…

Otóż aby sprawdzić jak to działa w praktyce (nie wystarczyło mi przeczytanie teoretycznego wprowadzenia na stronie Freebota) sam się zapisałem na swój kurs 🙂 Zobaczyłem wtedy reklamę 3 innych kursów. 2 z nich wstępnie mnie zainteresowały więc się zapisałem. Gdy otrzymałem email z potwierdzeniem kliknąłem w link i znów pojawiła się reklama kolejnych 3 kursów z czego znów mnie 2 zainteresowały. I w tym momencie sobie powiedziałem DOŚĆ. Mógłbym się tak zapisywać bez końca do kolejnych kursów tylko nie miałbym czasu, aby to wszystko czytać. I pewnie każdy z zapisujących się na mój kurs przez system co-reg miał podobny problem. Człowiek nagle w kilka godzin zapisze się na 10 kursów a później nie ma czasu tego czytać, więc tylko kasuje otrzymane maile. Nie prowadziłem jakiś szczegółowych badań, ale uważam że osoby które się zapisują na dany kurs przez co-reg są mniej wartościowe niż osoby, które się zapisały w sposób normalny

8 komentarzy to “Co-reg – czyżby rewelacja?”

  1. Dość pesymistyczne założenia. Jeżeli zapisuję się, to znaczy że mnie to interesuje. Jeżeli potem okazuje się, że publikacje są mało wartościowe lub za długie i nie mam czasu ich czytać, to po prostu rezygnuje z subskrypcji. Mam chyba tylko jeden taki przypadek, że wszystkie maile od pewnej firmy lądują w osobnym katalogu. Jest w nim ponad 20 wiadomości i czekają aż je kiedyś przeczytam 😀 Może się nie doczekają, kto wie 🙂

    Generalnie jakby nie patrzeć system co-reg to świetna metoda promocji. I jest skuteczna. A to, że przytrafią się trochę mniej zaangażowani czytelnicy to już trudno. Zapewne nie wszyscy, ale fakt że użytkownik zapisujący się przez co-reg może być mniej aktywny niż gdyby zapisał się normalnie. Nie jest to jakaś znacząca wada, która dyskwalifikowałaby tę metodę promocji.

  2. Ale myśląc pesymistycznie osoba którą pozyskałem do mojego kursu z powodu braku czasu może się z niego wypisać bo dzięki mnie za pośrednictwem co-reg zapisała się do innego kursu i nie ma czasu na czytanie dwóch kursów.

    Być może troszkę pzesadzam ale wszystko ma swoje wady i zalety. Skoro na kilku blogach ludzie zachwalają co-reg to musi być ktoś inny, kto zacznie to krytykować 😉

  3. Damianie zrobiłem dokładnie tak samo jak Ty, chciałem sprawdzić jak to wygląda w praktyce. Ja natomiast uważam że jeśli ktoś już się na coś decyduje to znaczy że czyta/interesuje się daną tematyką. Jeśli tylko maile kursu nie będą się powtarzać to może czytać wszystkie i wyłapywać te najważniejsze informacje.

    Jedno jest pewne co-reg promuje i to bardzo dobrze 😉

    Sam jestem zapisany w wielu newsletterach i wszystkie przeglądam. Jeśli dany temat mnie zainteresuje – czytam, jeśli nie kasuję.

    Wiemy że dużo ludzi dzięki freebot-owi reklamuje sporo rzeczy – głownie książki, czasami można podpatrzyć jakąś ciekawą reklamę…

    Pozdrawiam 🙂

  4. Damian ma rację. W marketingu nie liczy się wielkość listy adresowej, tylko jej jakość.

    Lista zawierająca 1000 maili wąsko stargetowanych do wartościowych osobników, chętnie czytających biuletyn (który musi być wysokiej jakości i interesujący) jest listą o wiele więcej wartą niż 100.000 maili niestargetowanych, nieczytających osób, niezainteresowanych itd.

    Wiem to z doświadczenia, bo mam np.:
    – lista do firm – skuteczność CTR od 0,1 do 5%
    – lista osób z moich serwisów biznesowych – skuteczność CTR od 15 do 40%
    – lista mojego klienta, bardzo znanego w polskim e-biznesie – skuteczność 3-7%

    Liczy się przede wszystkim jakość. To również widzę np. po wpisach na blogu albo odpowiedziach na maile. Lista słabszej jakości generuje często więcej kłopotów niż pożytku.

    Co-reg na pewno powoduje, że ludzie nie mają czasu czytać tego wszystkiego. Pamiętajcie, że żyjemy w erze nadmiaru informacji. Jeśli Wy macie czas czytać kilka newsletterów dziennie, to zazdroszczę 🙂

  5. Nie do końca Piotrze jest tak jak mówisz. Prawdą jest, że ważna jest jakość listy adresowej. Ale jeżeli mogę dostać gratis kilka osób dziennie na moją listę to jest tylko na plus. Akurat mi dodatkowe osoby nie generują żadnego kłopotu. W zasadzie ludzie nie piszą do mnie (piszą ale bardzo rzadko), więc nie muszę odpowiadać na maile. Nie wiem w jakiej sferze dodatkowi odbiorcy mieliby mi stwarzać kłopot.

    Dodatkowo jest cała masa biuletynów w co-reg o bardzo niskiej jakości. Jeśli mamy dobry biuletyn to przetrwamy. Wraz z kolejnymi mailingami możemy zbudować sobie zaufanie do swojej osoby. Odbiorcy z czasem staną się bardziej wartościowi, albo po prostu wypiszą się z subskrypcji.

  6. Piotr Zawadzki pisze:

    Mi też się to przydarzyło, po kilku kliknięciach byłem subskrybentem niemałej ilości newsletterów, z których większość stanowiły identyczne zaproszenia do sieci sprzedającej jakiś dodatek do paliw. Ale gdyby nie co-reg, nie trafiłbym na newsletter pana Daszkiewicza 🙂 Pozdrawiam!

  7. shrew pisze:

    Problem zaczyna się, kiedy okazuje się, że wszystkie kursy, na które zapisałeś się, są o tym samym i promują te same śmieci (jak inaczej nazwać wszędzie „Ty też możesz” i ciągle te same darmowe ebooki, tylko z różnymi linkami PP)

    Zapisując się na Twój ostatni kurs, zapisałam się też na 5 innych (czyli pętelka zapisz się, zapisz się…). Po czym wypisałam się w… 4 już po pierwszej lekcji. Dlaczego? To były po prostu śmieci.

  8. Rafał O. pisze:

    Damian, jak Ty to robisz, że Twoje spostrzeżenia są zawsze takie trafne?

    No ale… sam też zacząłem używać Co-reg, zobaczymy jak podziała 🙂

    Mam też pewien sposób na to aby zachęcić subskrybentów do pozostania na mojej liście. Otóż dla zapisanych jest dostępna część strony (download) do którego trzeba mieć hasło. Hasła się zmieniają i nowe są wysyłane tylko do osób zapisanych. Na liście mam ponad 4 tys. adresów i w ciągu ostatnich 8 miesięcy wypisało się zaledwie kilkanaście osób. Więc chyba sposób działa ?!

    Oto jak to zrobiłem:
    http://poradnikogrodniczy.pl/newsletter.php