Kupiłem sobie zewnętrzny dysk

Mam laptopa. Laptop ma tą wadę, że nie można ot tak sobie dokupic dysku i włożyć do obudowy. Jedno z sensownych rozwiązań to kupno większego dysku, zgranie na niego danych z starego, włożenie do laptopa i ewentualna sprzedaż starego dysku. Jednak jest z tym trochę zabawy.

Ja postanowiłem zrobić coś innego: kupiłem zewnętrzny dysk 2’5″ na USB. Bardzo fajna zabawka. Przeniosłem większe pliki na nowy dysk, zrobiłem backup i się cieszę większą ilością miejsca na starym dysku. Co prawda zewnętrzny dysk nie jest zbyt mobilny, dlatego traktuję go jako dysk od backupów i archiwum większych plików 9stare projekty, których nie muszę mieć pod ręką itp.)

Robienie backupów na tym samym dysku mija się z celem (jak piorun walnie w laptopa to ucierpi cały dysk a nie tylko połowa plików), z kolei nagrywanie plików na płyty DVD nie jest wygodne (zawsze jak mam ochotę zrobić backup to się okazuje, że nie mam czystych płyt a poza tym płyta ma tylko 4GB pojemności i się wypala 15 minut).

Jednak z nowym dyskiem na początku miałem troszkę kłopotów…
Otóż dysk miał jedną dużą partycję 120GB i na dodatek FAT32. Trochę mi się to nie spodobało. Zawsze wolę mieć kilka partycji bo w wyniku jakiegoś błedu jest szansa, że zniszczeniu ulegnie tylko jedna partycja a nie cały dysk. Więc odpalam Partition Magic. Okazało się, że zmniejszenie rozmiaru partycji wymaga ponownego uruchomienia komputera. Po ponownym uruchomieniu komputera okazało się, że Partition Magic włączył się szybciej niż obsługa USB. Pojawił się ładny komunikat o nie znalezieniu dysku 😉

Później włożyłem do napędu płytę CD dostarczoną do dysku. Nie było na niej nic ciekawego (poza sterownikami dla starszych windowsów i programem do robienia backupów). Szkoda, bo mogli dać jakiś program do tworzenia partycji. Na szczęście znalazłem sposób na podzielenie dysku. Sformatowałem pod windowsem partycję na NTFS i PartitionMagic mógł wtedy zmniejszyć rozmiar partycji bez konieczności ponownego uruchamiania komputera.

Podsumowując: jeśli masz laptopa kup sobie zewnętrzny dysk na USB (najlepiej 2,5″, wtedy nie trzeba się martwić o zasilanie). Będziesz mógł w końcu w wygodny sposób robić backupy. Dyski o mniejszych rozmiarach (bez jakiś wymyślnych opcji typu WiFi) nie są drogie a już na pewno są tańsze niż dane które można stracić, gdy się nie robi backupów.

2 komentarze to “Kupiłem sobie zewnętrzny dysk”

  1. pozmu pisze:

    Troszkę bez sensu piszesz o tym piorunie, bo jak walnie, to i zewnętrzny dysk będzie nadawał się na złom… poza tym, lepsze są dyski na firewire/ esata (dużo laptopów ma firewire , esata można dokupić jako pccard). Poza tym nie jest prawdą, że dokupienie nowego zewnętrznego dysku to jedyna opcja – zamiast tego można kupić nowy dysk przeznaczony do środka kompa, a do tego starego dokupić obudowę zewnętrzną, lub kupić specjalną obudowę/ tackę, która pozwala zamontować dodaktowy dysk w miejsce napędu optycznego + obudowę zewnętrzną dla tegoż napędu

  2. Wcale nie piszę bez sensu o piorunie. W moim przypadku zewnętrzny dysk podłączam do laptopa tylko wtedy, gdy chcę coś na niego skopiować, przez resztę czasu leży na półce