Sprytne niedopowiedzenie

Parę dni temu kupiłem sobie nowego laptopa. Stary 2,5 letni Acer jeszcze (według niektórych o dziwo) chodzi, jednak czasami mi dokuczał zbyt słaby procesor. Wybór padł na Della (wiem, być może przepłacam za markę, ale wolę mieć nieco lepszy jakościowo produkt, niż parę groszy w kieszeni). Ponieważ nie lubię łazić po sklepach przeglądałem oferty na allegro. Natrafiłem na dość ciekawy model za ciekawą cenę. Aż sam się zdziwiłem, że laptop o tak dobrych parametrach jest aż tak tani. Niestety, ale spotkała mnie drobna niemiła niespodzianka…

Otóż zaciekawiło mnie, dlaczego sprzedawca oferuje laptopa z anglojęzyczną wersją systemu Windows Vista. Zadałem pytanie, otrzymałem odpowiedź, że są to laptopy sprowadzane z Wielkiej Brytani. Nie przejęło mnie to, gdyż po pierwsze laptop ma 36 miesięczną międzynarodową gwarancję, po drugie był sprzedawany przez firmę a nie przypadkową osobę fizyczną. Niestety, ale w aukcji nie było ani słowa o tym, że laptop jest „importowany”.

W dniu odbioru przesyłki niemile się rozczarowałem. Oczywiście laptop przyszedł cały, wszystko jest w porządku, z wyjątkiem malutkiego szczególiku: otóż wtyczka do laptopa była typu brytyjskiego. W komplecie nie było przejściówki!! W aukcji ani słowem nie było napisane, że należy się zaopatrzyć w odpowiednią przejściówkę!

Zacytuję fragment opisu aukcji mówiący o zasilaczu: „Zawartość opakowania: Zasilacz sieciowy, Płyta DVD (lub CD) ze sterownikami, Płyta DVD z systemem operacyjnym, Płyta DVD z MediaDirect”

Na szczęście w domu miałem wolną przejściówkę, więc problem dla mnie nie był straszny. Ale, co by było, gdyby ktoś mieszkający w małym miasteczku zamówił laptopa? Mógłby go używać dopiero następnego dnia.

Wniosek? Sprzedawca w najlepszym wypadku otrzyma komentarz neutralny i już nigdy nic u niego nie kupię. Poprzedniego laptopa kupiłem u innego sprzedawcy, u którego chętnie bym kupił nowego laptopa, gdyby miał nieco większy wybór Dell’i.

Być może przesadzam, gdyż nie zostałem oszukany, jednak to drobne niedopowiedzenie w pewnym sensie można potraktować jako oszustwo. Ktoś może powiedzieć, że sam jestem sobie winny, gdyż nie zadałem sprzedawcy szeregu szczegółowych pytań. Ja jednak uważam, że pewne rzeczy należy uważać za oczywiste. Czy pomyślałeś o tym, aby w salonie samochodowym się spytać, czy owy samochód ma okrągłe koła, czy uznałeś ten fakt za oczywisty?

Jak widać czasami przez drobne niedopowiedzenie klient może mieć bardzo negatywne zdanie o sprzedawcy.

2 komentarze to “Sprytne niedopowiedzenie”

  1. Krzysztof Lis pisze:

    Nie, nie przesadzasz… 🙂

  2. […] Damian Daszkiewicz komputery, internet, e-biznes « Sprytne niedopowiedzenie […]