Vista nie jest taka straszna

Około 2 miesiące temu kupiłem laptopa o czym już kilkakrotnie wspominałem na swoim blogu. Laptop posiada system operacyjny Windows Vista. Sporo osób doradzało mi wywalenie Visty i zainstalowanie Windowsa XP (oczywiście legalnego inaczej). Jednak ja jestem leniwy i mi się nie chciało tego robić (musiałbym potem bawić się w szukanie sterowników). Pomimo wielu nieprzychylnych opinii jakie słyszałem o Viście (zazwyczaj od osób, które jej nie używały) postanowiłem dać szansę nowemu dziecku Microsoftu. Tym bardziej, że była to Vista z dodatkiem Service Pack 1. Postanowiłem w tym wpisie podzielić się swoimi kilkoma uwagami…

Pierwsze wrażenie było niebyt ciekawe. Programiści są minimalistami a Vista jest dla mnie zbyt kolorowa i pstrokata. Więc od razu włączyłem klasyczny wygląd (w stylu windows 98) i powyłączałem zbędne bajery (jak np. zegar analogowy na pulpicie który nie wiem po jakiego grzyba jest, skoro w prawym dolnym rogu mam wygodniejszy w odczycie ‚zegar cyfrowy’).

Drugie wrażenie również nie było zbyt ciekawe – otóż musiałem zgrać dane ze starego laptopa. Miałem specjalny kabel USB do transferu danych (instaluje się na obu komputerach specjalny program przypominający Total Commandera i można zgrywać pliki). Niestety, ale po zainstalowaniu sterowników do owego kabla na Viście pojawił się niebieski ekran. Nie wiem z czego on wynikał, ale tu należy się duży minus dla Microsoftu. Walą mnie opinie że może sterowniki były źle napisane. Dla mnie kompatybilność to rzecz święta i skoro działały pod XP to powinny działać pod Vistą. No cóż ponieważ miałem zewnętrzy dysk USB więc odpuściłem sobie szukanie nowych sterowników.

Tutaj mała ciekawostka odnośnie kompatybilności: uruchomiłem na Viście program z 1993 roku przeznaczony dla systemu Windows 3.11 (ktoś to pamięta?) i chodził 🙂

Kolejna wada: zauważyłem, że Opera czasami lubi się zawiesić z niewyjaśnionych powodów (tak raz na kilka godzin). Pod windowsem XP czegoś takiego nie było. Tu kolejny mały minusik, ale że opera ma auto-zapamiętywanie sesji, więc ten problem nie jest aż taki uciążliwy.

Ostatnia wada jaką zauważyłem, to nieco inna struktura katalogów niż w Windows XP. Pisałem o tym w wpisie Informatyka dziś i wczoraj więc nie będę się powtarzał.

A teraz zaleta jaką zauważyłem: bardzo mi się spodobał Mikser głośności (ten głośnik obok zegara). Otóż można ustawiać poziom głośności dla… każdej uruchomionej aplikacji! Na początku wydawało mi się to dziwne. Ale bardzo to doceniłem. Przykładowo: siedzę przy komputerze i mam włączonego Foo Bar’a (nie lubię WinAmp’a). No i gra muzyka a tu oglądam np. Onet i jakaś włącza się jakaś głupia reklama głosowa. Wcześniej w takiej sytuacji naciskałem CTRL+W (zamknij daną zakładkę). Jest to bardzo dobry nawyk: skoro onet zakłóca mi delektowanie się piosenkami poprzez puszczanie głosowych reklam to ja mu nie będę nabijał kasy oglądając ich strony). No, ale czasami było tak, że dany artykuł naprawdę mnie zaciekawił a nie chciało mi się wyłączać głosu. Więc teraz mogę ustawić poziom głośności Opery na 0% i dalej słuchać swojej ulubionej muzyki, gdyż poziom głośności dla Foo Bar’a jest nieco większy niż dla Opery 🙂

Kolejną zaletą jest lepsze działanie sieci WiFi. W windowsie XP zauważyłem, że czasami jak wyłączyłem AP i go po chwili włączyłem to miewałem problemy z uzyskaniem połączenia (czasem aż musiałem ponownie uruchomić system, aby głupi windows zobaczył sieć). W Viście tego problemu nie zauważyłem.

Ogólnie podsumowując Vistę – nie jest aż tak zła jak inni mówią. Najlepiej jest posłuchać opinii osoby, która używała Vistę nieco dłużej niż 2 dni (a teraz będzie wulgarnie: jak ktoś mówi, że Vista jest do d*** a sam jej nie używał to dla mnie taka osoba jest śmieciem, bo nie lubię słuchać osób, które wypowiadają się na tematy, o których w ogóle nie mają pojęcia). Skoro ja z Vistą wytrzymałem aż 2 miesiące, to znaczy, że da się z nią żyć. Aczkolwiek Vista jest nieco inna niż Windows XP i ta ‚inność’ na początku może trochę odpychać. Jednak niektóre zmiany naprawdę są całkiem fajne, tylko trzeba się do nich przyzwyczaić, aby je docenić.

3 komentarze to “Vista nie jest taka straszna”

  1. ledo pisze:

    Do Visty da się przywyknąć, o ile ma się komputer spełniający jej wymagania, ale używając jej mam wrażenie, że programiści wcale nie zawsze starali się przenieść rozwiązania z XP, które były dobre, tylko na siłę tworzyli coś nowego, dlatego staram się do niej nie przyzwyczajać i czekam aż wyjdzie nowy Windows

  2. Owszem, zgadzam się z tym że Vista ma swoje wymagania sprzętowe. Z drugiej strony nikt nie instaluje XP na 486 😉 Po prostu trzeba iść z duchem czasu: masz stary komputer – korzystasz zstarego systemu operacyjnego. Masz nowy komputer, instalujesz nowy system operacyjny.

  3. Dariusz pisze:

    Visty używam z racji tego że była zainstalowana na laptopie gdy go kupowałem. Przyznam że z początku trudno mi było pewne rzeczy znaleźć, ale przyzwyczaiłem się i nawet myślę że pod kilkoma względami jest ona lepsza pomijając jej wymagania co do pamięci związane z różnymi wodotryskami. Zaletą jest znajdowanie programów które chcę uruchomić. Wystarczy że napiszę fragment nazwy programu w okienku wyszukiwania i program momentalnie jest pod ręką. Druga zaleta to ta że system mi się jeszcze nie zawiesił z powodu niedziałającego programu. Do wad zaliczę brak obsługi niektórych kart sd i urządzeń na usb typu pendrivy, Być może SP1 dla Visty rozwiązuje te problemy.