Syndrom psa ogrodnika

Jakiś czas temu stworzyłem darmowy kurs tworzenia stron WWW. Jest to mój autorski kurs, ślęczałem kilka godzin, aby napisać wszystkie lekcje. Jak wiadomo, kursu e-mailowego nie robiłem całkiem za darmo. Otóż dla wydawnictwa EscapeMagazine napisałem e-booka: PHP dla zielonych i postanowiłem go wypromować. W pierwszych lekcjach kursu zapoznałem czytelnika z elementarnymi podstawami dotyczącymi tworzenia stron WWW (opisałem znaczniki języka HTML). W następnych lekcjach wspomniałem o edytorach WYSIWIG a także o CMS’ach. W ostatniej lekcji wspomniałem o języku skryptowym PHP, który pozwala na zwiększenie możliwości tworzonych stron WWW. I w tej ostatniej lekcji delikatnie wspomniałem o swoim e-booku 🙂

Ostatnio w Złotych Myślach pojawiła się akcja pobierz i zapłać. Postanowiłem wysłać do uczestników tego kursu reklamę (nazbierało się ponad tysiąc adresów e-mail więc grzechem by było tego nie wykorzystać). Efekt? Na razie kilkanaście osób pobrało owego e-booka z mojego polecenia, jednak dostałem pewien niezbyt ciekawy e-mail:

Frajera szukasz na ciasteczka

Popełniłem błąd, gdyż wdałem się z ową osobą w polemikę. Napisałem krótkiego e-maila o treści:

Coś się nie podoba??
Pod każdym e-mailem jest taki ładny link do wypisania się z kursu.

I otrzymałem zabójczą odpowiedź:

ty ja wiem co to jest zpp i naczym to polega niedam ci zarobić

Jak widać, chamstwo się szerzy. Dana osoba dostaje ode mnie zupełnie za darmo cenną wiedzę (kurs był autorski, nie był to jakiś przedruk jakiejś strony WWW) a gdy wysłałem reklamę (pierwszą od początku istnienia kursu, czyli od jakiś 2 lat) to walił z pretensjami, że szukam frajerów. Dzięki takim osobom, które specjalnie nie dają nikomu zarobić uczestnicy PP zarabiają mniej niż powinni. W efekcie część z nich może pomyśleć nad wprowadzeniem opłat za treść (np. mógłbym owy kurs sprzedawać za jakąś symboliczną cenę, zamiast oferować go za darmo).

Ciekaw jestem ile osób np. specjalnie usuwa końcówki z linków partnerskich, aby komuś nie dać zarobić. Ta osoba akurat do mnie napisała e-maila, że mi nie da zarobić. A ile jest takich osób, które bezczelnie nie dają mi zarobić i się jeszcze do tego nie przyznają?? Czekam na wasze opinie w tej sprawie

A na koniec: polecam darmowe narzędzie (mojego autorstwa) do maskowania linków partnerskich we własnej domenie.

5 komentarzy to “Syndrom psa ogrodnika”

  1. Damian pisze:

    Racja, z takimi trzeba krótko. Nie dosyć, że cham z krwi i kości, to jeszcze byki wali! Uważam, że lepiej zająć się rozwojem oraz skupić się na mądrych internautach, niż zniżać się do takiego poziomu…

    Serdecznie pozdrawiam.

  2. Pierwsza rzecz jaką chciałem zrobić to wywalić tego osobnika z wszystkich moich kursów e-mailowych (skoro nie da mi zarobić, to po co ma otrzymywać za darmo moją wiedzę). Jednak po kilku sekundach namysłu stwierdziłem, że … szkoda czasu 😉

  3. ledo pisze:

    Trochę dziwi mnie, że niektórych tak bolą linki partnerskie, na dobra sprawę, przecież nawet w sklepie spożywczym zarabiają na nas, gdy coś kupujemy, czy ktoś się na to uskarża? Przy czym porównanie nie jest zbyt trafione, bo w sklepie płaci się drożej niż w hurtowni czy u producenta, a przechodząc po linkach partnerskich płacimy tyle samo, a nawet czasem mniej, bo część programów promuje linki partnerskie i daje zniżki po wejściu z takiego linka.

  4. shrew pisze:

    Z drugiej strony trzeba spojrzeć na sytuację oczami osoby, która to dostała. Choć wysłałeś do niej reklamę po raz pierwszy, to nie jesteś pierwszą osobą, od której ją otrzymała. I to jest ten powód pewnego zdenerwowania ze strony prenumeratora.

    Mnie osobiście (a prenumeruję dużo kursów i newsletterów) denerwuje, bo gdy Złote Myśli zrobią jakąś akcję w ramach programu partnerskiego, to wszyscy wysyłają mi dokładnie tę samą ofertę (tzn. ofertę tej samej publikacji, promocji itp.). I to jest właśnie minus promowania tego, co wszyscy i uczestniczenia w PP z dużą ilością partnerów.

    Gdybyś uczestniczył w mniej znanym PP, to przypuszczam, że byłbyś jedyną osobą (albo jedną z kilku), która klientowi zaoferowała dany produkt. A tak? Po raz 27 danego dnia dostaje informację o tym, że w ZM jest promocja na publikację X.

    Natomiast co do „nie dam na sobie zarobić”, to chyba nie wymaga komentarza. Osobiście, jak nie zapomnę, to zawsze kupuję z PP jakiegoś znajomego, bo ani jako klient nie zyskuję na tym, ani nie tracę, a chociaż znajomy, który jest partnerem, coś tam zarobi.

  5. Maciek pisze:

    Spotkałem się z bardzo podobną sytuacją w czasie pierwszej akcji ZM „Ściągnij i zapłać” przy promocji e-booka „Motywacja bez granic”. Po wysłaniu mailingu do mojej listy adresowej – jeden z subskrybentów w niewybredny sposób wyraził swoją opinię ( było to coś podobnego do ww. tekstów, tylko w formie, której nie da się zacytować… ). Na nic się zdały argumenty, że facet ma szansę na otrzymanie wartościowej pozycji za grosze ( ja wcześniej zapłaciłem za nią 21,70 PLN i uważałem to za dobrą inwestycję ), jego jedynym argumentem było że „na mnie nie zarobisz…”
    Z kontekstu naszej dyskusji wyczułem, ze ma ochotę ściągnąć publikację, ale nie spodobał mu się mój zamaskowany link partnerski…
    Niestety w internecie można spotkać zbyt dużo tego typu użytkowników ( niestety bardzo wielu ludzi ma takie same maniery w innych dziedzinach życia codziennego – spotykam się z nimi niemal na każdym kroku ) .
    Wiele osób nie rozumie, że nie dając nic innym nie otwierają przepływu dóbr, czy pozytywnej energii w swoim kierunku. Prędzej czy później życie sprowadzi ich na ziemię i sami wpadną na to, że podstawowym prawem rządzącym naszym życiem jest: wszystko co dajemy do nas powraca ( ująłem to w jak największym skrócie ). Smutną prawdą jest też, że niektórzy nie zrozumieją tego nidgy ( i na takie osoby faktycznie szkoda własnego czasu oraz energii )…

    Co do wypowiedzi przedmówcy: prawdą jest, że wielu właścicieli list adresowych wysyła tego typu reklamy nie wysilając się, aby napisać tekst swoimi słowami. Tego osobiście nie popieram i też z niechęcią czytam dziesiąty e-mail o identycznej treści… Jednak całkowicie rozumiem chęć wykorzystania okazji do zdobycia jak największej liczby klientów.

    Pozdrawiam